No i pożegnałyśmy się z Chang Mai. Po prawie trzech tygodniach pobytu trochę już nas to miasto zmęczyło. Za duży ruch, za dużo skuterków i za gorąco. Kończy się okres tak zwanej zimy i temperatura zaczyna rosnąć. W otaczających nas murach wyraźnie zrobiło się dużo cieplej. W ostatnich dniach tygodnia przed naszym wyjazdem wyruszałyśmy na miasto dopiero późnym popołudniem.  Chodzenie w dzień nie należało raczej do przyjemności. Na Phuket byłoby to pewnie do zniesienia, ale tutaj jest to dla osób niezwyczajnych raczej trudne.  Czas było przenieść się w inne regiony. 12 lutego wyjechałyśmy pociągiem do Den Chai, czyli na bardziej południowo-wschodni skrawek Tajlandii.  Podróż tym razem odbywała się pociągiem. Zupełnie przez przypadek, wyjechałyśy z Chiang Mai o 6.30 rano zamiast o 8.50. Druga klasa pociągu z rezerwacją miejsc całkowicie nas usatysfakcjonowała 🙂 Rozkładane siedzenia i klima w postaci wirujących wentylatorów w pełni zaspokoiły nasze potrzeby i czterogodzinna jazda okazała się być całkiem sympatyczna. Dodatkowe wrażenia spotęgowały krajobrazy za oknem: góry, dżungla, góry, rzeki, góry, dżungla 🙂 Dięki uprzejmości męskiej strony Tajów udało się wpakować do wagonu nasze bagaże, które po bazarach w Chiang Mai nie należą już do tzw. bagażu podręcznego 🙂 Jakoś się udało z nimi wsiąść i ulokować je w wagonie.

Z pomocą innych pasażerów udało nam się wysiąść na małej stacyjce w Den Chai. Jakimś cudem przed stacją stał zdezelowany tuk-tuk, który zabrał nas do naszej nowej siedziby. I okazało się, że trafiłyśmy do małego raju. Pomimo, że rezerwowałyśmy pokój w malutkim pawilonie, po któtkotrwałych negocjacjach w języku migowym (nasi gospodarze praktycznie nie operują językiem angielskim) za małą dopłatą otrzzymałyśmy wspaniały domek z werandą. W środku duża sypialnia z dwoma ogromnymi łóżkami, część kuchenna i łazienka. Domek otacza śliczna roślinność a cały ośrodek jest jednym, wielkim ogrodem. Znowu jesteśmy na zasadach specjalnych gości, bo mamy zamiar tu spędzić 19 dni. Pozostali (rzadko) spędzają tu jedną-dwie noce i prakycznie ośrodek jest nasz 🙂 Lokalizacja to skraj parku narodowego, co oznacza, że jesteśmy na terenach zielonych. Na terenie znajdują się trzy stawy, w których Ewa nareszcie będzie mogła łowić ryby 🙂 A poza tym, nic tu nie ma – cisza i spokój, które po Chiang Mai wydają się być bajką. W dzień temperatura dochodzi do 32 stopni a wieczorem zakładam nawet przewiewne spodnie i zarzucam szal na plecy, bo spada do 17. Śpi się rewelacyjnie przy odgłosach nocnych ptaków i bez konieczności włączania klimy.

Przyszedł czas całkowitego lenistwa, wylegiwania się na słońcu, ochładzania wodą ze szlauchu (w stawach kąpiel raczej niewskazana), czytania książek i rozwiązywania w końcu przywiezionych z Polski krzyżówek. I nareszcie kawa na werandzie, śniadanie przyniesione praktycznie do łóżka.

Jak zwykle nie możemy się obejść bez zwierzaków:)

Nasi gospodarze robią, co mogą by nam uprzejmnić ten czas. Ewa dostała wędkę i wszelki niezbędny ekwipunek do tego, by mogła sobie spokojnie uskuteczniać próby złowienia wielkiej ryby (podobno są takowe w tych bajorkach).

Wczoraj zapakowali nas do samochodu i wywieżli do pobliskiego miasta Phrae. Po trzech dniach raju, wcale nie miałyśmy ochoty przetaczać się znowu po jakimś mieście. Tym bardziej, że do zwiedzania zostają znowu jak zwykle tylko świątynie 🙂 No cóż, zobaczyłyśmy je 🙂

Byłyśmy także w muzeum znajdującym się na terenie jednej z nich. Między eksponatami natknęłyśmy się na figurkę Buddy odlaną z prawdziwego złota, zabezpieczoną ogromnymi kratami. Pozostałe rzeczy pamiętały bardzo dawne lata.

A dzisiaj ja ugotowałam całkiem polską zupę (zaczynamy tęsknić do naszych potraw), a Ewa złowiła swoją pierwszą rybę w naszym bajorku. Niestety, druga, o wiele brzydsza, ale za to o wiele większa,, wybrała ostatecznie wolność i uciekła z powrotem do wody. Od jutra zacznie się na nią polowanie 🙂

img_20170216_175831

Jest nam cudnie choć chęć powrotu do kraju, a przede wszystkim do swoich bliskich, jest coraz większa.

Ponieważ poprzednio pokręciłam sobie coś z postami, umieszczam poniżej linki do wpisów, które zapisane zostały oddzielnie:

https://aleksandra55blog.wordpress.com/dwudniowa-wyprawa-do-dzungli/

https://aleksandra55blog.wordpress.com/chiang-mai-i-jego-atrakcje/