Moi młodzi tajscy przyjaciele nie dają mi jednak posiedzieć na miejscu 🙂
Q, która od dwóch lat mieszka z Beerem na Phuket, pochodzi z miasta Si Racha należącego do prowincji Chonburi i znajdującego się w odległości 120 km na południe od Bangkoku. Mając zaplanowany w lutym wyjazd na kilka dni do domu, proponuje mi wspólną podróż i spędzenie paru dni z jej rodziną. A ponieważ od jakiegoś czasu nazywa mnie ciocią i to wręcz publicznie, jej rodzina zapragnęła poznać tego nowego członka rodziny 🙂 Jadę na ich zaproszenie.
Beer odwozi nas na lotnisko. Krajowy port lotniczy jest po rekonstrukcji i wygląda naprawdę ładnie.
Początek podróży niefortunny. Lot opóźniony o 2 godziny. W Bangkoku jesteśmy po 2.00 w nocy. Dwie godziny jazdy samochodem i od 4.00 nad ranem krótki nocleg w jakimś raczej podrzędnym hoteliku. Spać się nie daje, bo huczą jakieś urządzenia.
O 8.00 rano ruszamy w dalszą drogę. Zabieramy mamę Q i jedziemy do Samaesarn Beach. W planach snorkling czyli snurkowanie 🙂 Po nieprzespanej nocy może to być małe wyzwanie.
Na miejscu jesteśmy przed czasem więc szybkie śniadanie w miejscowej jadłodajni i krótka wizyta w tutejszej świątyni.
Razem ze wszystkimi składam bukiecik kwiatów i zapalam patyczki. Tak jak oni wypowiadam w myślach życzenie a potem oddaję pokłon Buddzie. Potem przylepiamy na trzech różnych posągach kawałki złotych papierków.
Jeszcze tylko rzut oka z góry na morze, parę wspólnych zdjęć i ruszamy do przystani.
Z przystani mała łódź zabiera naszą czwórkę na snurkowanie.
Niestety pogoda nie dopisuje i od czasu do czasu pokropuje deszczem. Jakoś to nam w niczym nie przeszkadza. A potem już tylko ciepła, krystaliczna woda i radość z pływania i widoków. Nareszcie jestem zachwycona 🙂 Pierwsze snurkowanie w Tajlandii profesjonalnie przygotowane i bez dzikich tłumów wokół.
Do portu wracamy troszkę przemoczeni ale zachwyceni. Morska flora i fauna Tajlandii jest bardziej uboga od egipskiej, za to kryształ wód jest tu chyba trochę lepszy.
Z portu jedziemy do Pattai. Po drodze mijamy wykuty w skale wizerunek Buddy.
Pattaya, sławne miasto barów, sex turystyki, zatłoczone i wcale nie małe. Życie wieczorową porą kwitnie. Kolację zjadamy w uroczym miejscu. Wielka przestrzeń zastawiona stolikami w różnym stylu, uwijający się pomiędzy nimi kelnerzy, bardzo dobre jedzenie. To Sky Gallery.
A potem hotel i po praktycznie trzydziestu paru godzinach bez snu, oddaję się w ramiona Orfeusza 🙂 Mija pierwszy dzień naszej podróży.

Gdzie są pozostałe dni?:)
PolubieniePolubienie
Będą 🙂 za dużo wrażeń na jeden post 🙂
PolubieniePolubienie