
Jedynie na Borneo żyje gatunek małp zwanych nosaczami. Tutejsza nazwa to probocis monkey albo Orang Belanda. Charakteryzują się posiadaniem ogromnych, kulfoniastych nosów, zwłaszcza samce, aczkolwiek samicom też nic nie brakuje 🙂
Nosacze mają bardzo delikatny przewód pokarmowy i w przeciwieństwie do innych małp, nie mogą nawet jeść dojrzałych owoców. Na ich dietę składają się głównie młode listki, niedojrzałe owoce, kwiaty, pąki i nasiona. Są żółto-pomarańczowo-szare i skaczą niczym akrobaci po koronach drzew.
Wybrałam się, żeby je zobaczyć.

W tym celu razem z innymi jadę na wyprawę rzeką Klias. Na początek 1.5 godziny jazdy samochodem. Razem ze mną jedzie dwóch Egipcjan, dwóch Chińczyków i dwoje muzułmanów, podobno z Wielkiej Brytanii, natomiast niewiadomego pochodzenia. Naszym przewodnikiem jest Sulime. W czasie drogi obserwuję piękno Borneo. Napawam oczy zielenią, ktora rozkwitła tutaj wszelkimi jej odcieniami po właśnie zakończonej porze deszczowej.
Dojeżdżamy na miejsce. Piękną ścieżką dochodzimy do rzeki. W małej jadłodajni czeka na nas drobny poczęstunek.
A potem wsiadamy do łodzi. I jest po prostu cudnie.
Z daleka, przez lornetki obserwujemy siedzące wysoko w konarach drzew nosacze. Są tak brzydkie, że aż piękne 🙂 Niestety są bardzo płochliwe i można je zobaczyć albo bardzo wysoko albo skaczące pomiędzy koronami. Dlatego też na zdjęciach są mało widoczne.
Nad głowami przelatuje masa rozmaitego ptactwa, a przez dłuższą chwilę towarzyszy nam tutejszy gatunek orła. Natykamy sie także na ogromna jaszczurkę, wylegującą się na jednym z drzew.
Sulima mówi, że czasem można tu spotkać także małego krokodyla, ale my niestety nie mamy tego szczęścia.
Po dwugodzinnej przeprawie rzeką wracamy na posiłek. Po zapadnięciu zmroku czeka nas jeszcze jedna atrakcja. Wsiadamy na łodzie i płyniemy zobaczyć nocą drzewa pełne tutejszych świetlików. Wyglądają jak nasze świąteczne choinki z pulsującymi lampkami. Niezapomniane wrażenie. Pełen urok. Sulima łapie jednego świetlika i kładzie mi go na dłoni. Świeci przez chwile a potem spokojnie odlatuje. Cudo 🙂 Wracamy do przystani a w drodze towarzyszą nam maleńkie światełka.
Pelni wrażeń wsiadamy do samochodu. Późna nocą docieram do hotelu.
