Wylot z Phuketu o 10.05. Lecimy z Kiu i Beerem do Bangkoku. Samolot niby na trasie lokalnej a jakiś taki ogromny. Podzielony na cztery strefy i do tego z wszelakimi wygodami. A w końcu to tylko jedna godzina z minutami lotu. No, ale początek drogi niezły.

W Bangkoku, po niewielkich perturbacjach, wsiadamy w wynajęty samochód i ruszamy w drogę. Kierunek Ayutthaya.

Po prawie półtora godzinnej jeździe, gdzie najwięcej czasu zabrał nam wyjazd z Bangkoku, docieramy na miejsce.

Ayutthaya, miasto położone kilkadziesiąt kilometrów od Bangkoku, do którego, w krótkim czasie, można dojechać pociągiem, autobusem czy samochodem. To tutaj podobno kiedyś rozpoczęła się historia Tajlandii. Jako miasto powstała w 1351 roku i w szybkim tempie nastąpił jej rozwój. Ayutthaya pozostała miastem niezależnym do 1767/1768 roku, kiedy to została zniszczona przez wojska birmańskie. Od tamtej pory następował powolny upadek miasta. Dziś pełni rolę stolicy prowincji o tej samej nazwie. Odnaleźć tu można jedynie resztki dawnej świetności.

Znajdziemy tu pozostałości po pałacu i największych świątyniach tamtych czasów. Historyczne miejsce, gdzie wśród starych murów kryje się duch dawnej Tajlandii.

Pośród starych murów można znaleźć także takie smaczki jak twarz Buddy w drzewie. Miejsce, do którego należy podchodzić z respektem, a chcąc zrobić sobie tu zdjęcie, należy usiąść lub przyklęknąć, tak, aby nie wynosić swojej osoby nad twarz Buddy.

Samych świątyń lub ich pozostałości jest w Ayutthaya ok. 30. Podobno odwiedzenie co najmniej 9 z nich jednego dnia przynosi pomyślność i szczęście. Nie daję się na to namówić. Jeszcze jedna i koniec 🙂

A pod wieczór spacer po bazarku, pięknie położonym nad tutejszą rzeką.

No i oczywiście jakaś drobna przekąska w jednej z wielu knajpeczek 🙂 tutejsze rzeczne krewetki, czyli jakby nasze raki tylko cosik trochę większe 🙂

A potem ruszamy w drogę do miejsca noclegu, który będzie gdzieś na trasie naszej kolejnej podróży. Lądujemy w fantastycznym miejscu. Czekają na nas czyściutkie, ze wszystkimi wygodami bungalowy, położone nad następną uroczą rzeką. Miejsce szalenie klimatyczne i to praktycznie za psie pieniądze, bo nocleg kosztuje tu 450 THB (45 zł.) a śniadanie 30 THB. Nieprawdopodobne 🙂

Poniższe zdjęcia zrobione już o poranku 🙂

I tak kończy się pierwszy dzień naszej podróży.