Po pełnych wrażeń dniach i uciążliwych trochę podróżach, w końcu odpoczynek na Nai Yang, w ulubionym hotelu, wśród wspaniałych ludzi, przy zapierających dech zachodach słońca na pełnej uroku plaży. Powoli trzeba będzie się zbierać do powrotu. Wykorzystuję ten czas do maksimum, wiedząc, że tym razem wracam na zimę do kraju i że za chwilę czekają mnie smutne, może mroźne, może śniegowe dni.

Jak zwykle trudno się jest rozstać, wiedząc, że zostawia się tu cudowne krajobrazy, wspaniałą, słoneczną pogodę i już prawdziwych, tajskich przyjaciół. Tych, z których młodsi nazywają mnie ciocią a starsi mówią do mnie siostro. W kulturze Tajów oznacza to przyjęcie do rodziny i jest to najwyższy znak uznania. I ja tu jeszcze do nich wrócę 🙂