Zdaję sobie sprawę, że to może być nudne, ale ja znowu jestem w Tajlandii. To czwarty raz i powiem szczerze, że chciałabym mieć możliwość wracania tu co roku. Do tego słońca, do tej ciepłej i szmaragdowej wody i do tych wspaniałych i życzliwych ludzi.

Nai Yang przywitał mnie ulewnym deszczem, ale za to ludzie z ogromną życzliwością. Pierwsze cztery dni spędzone w ulubionym hotelu, gdzie nawet psy mnie pamiętają 🙂 Sunia nie odstępowała mnie ani na krok i towarzyszyła mi przez cały czas jak tylko się pojawiałam na dole.

Pierwszy masaż, pierwszy Pad Thai, pierwsze mango i marakuja, pierwszy pobyt na mojej cudnej plaży, pierwszy lunch i kolacja z moimi tajskimi przyjaciółmi, pierwsza wizyta w świątyni.

A wieczorem w niedzielę udział w osławionym tu show Phantasy. I pierwsze rozczarowanie. Nie polecam nikomu – strata czasu i pieniędzy. Mnie to na szczęście nie kosztowało. Pełna komercja, pomieszanie stylów, wybitnie pod tzw. publikę, cukierkowate otoczenie samego amfiteatru, sklepiki z „pamiątkami”, za które trzeba słono zapłacić. Przed wejściem na samo przedstawienie wszystkim zabierają telefony. Chyba tylko po to, aby nikt nie mógł tego nagrać i zrobić im antyreklamy.

Po czterech dniach pobytu na Nai Yang przeprowadzka do wynajętego tym razem domu na Kamali Beach. Tu spędzę następne 5 miesięcy i stąd będę wyruszać na zaplanowane podróże w inne zakątki Azji. Dom wynajęty w ciemno przy pomocy tajskich przyjaciół i powiem szczerze, że byłam pełna niepokoju, jak to wszystko będzie wyglądać. Okazało się, zupełnie niepotrzebnie. Dom jest przestronny i ma wszystko, co jest potrzebne do życia przez najbliższe miesiące.

Teraz pozostaje już cieszyć się słońcem, wodą i następnymi przygodami 🙂