Azja na własne oczy

Notatki z podróży

Narwiańskie klimaty

Witajcie!

Znacie moje notatki z Tajlandii. Ale moje narwiańskie klimaty są też przecież piękne 🙂

Od ponad roku świat przechodzi kryzys covidowy. Gdzieś w Chinach narodził się wirus, który opanował wszystkie kraje od wschodu po zachód, od północy po południe. I nagle się wszystko skończyło. Zamknięto granice, zamarło życie rodzinne, towarzyskie, nastał czas kwarantanny i izolacji, na twarze założyliśmy maseczki. Tzw. lockdown objął szkoły, restauracje, galerie, kina, hotele, siłownie, zakłady fryzjerskie i tysiące innych miejsc, w których przyzwyczailiśmy się przebywać. Od tamtego czasu, raz je otwierają, raz je zamykają, a nasze normalne życie wciąż nie może wrócić do stanu sprzed pandemii. Skończył się czas podróży w dalekie kraje. Moja Tajlandia jest na razie poza zasięgiem i tym bardziej z radością wracam do mojego letniego domku, który i latem i zimą wygląda uroczo 🙂

Zawsze kochałam i ceniłam sobie to wymarzone miejsce na skraju lasu i w pobliżu rozlewiska Narwi, ale w zeszłym i obecnym roku, doceniam to miejsce jeszcze bardziej. To był i jest mój naturalny raj, w którym każda chwila przynosi dużo radości. Tu jestem wolna od tłumów, maseczek, zakazów i zaleceń. Tu mam kontakt z przyrodą i jej wszystkimi cudami – lasem, łąkami, kwiatami, wodą i dzikimi zwierzętami. A przede wszystkim ciszą, zakłócaną jedynie śpiewem ptaków, szumem wiatru, rechotaniem żab (pod warunkiem, że to nie weekend 🙂 )

Wspaniała przyroda Tajlandii i jej szmaragdowe wody są jednym ze wspanialszych widoków na świecie, ale i my mamy się czym chwalić. Zachody słońca nad Narwią są na swój sposób równie piękne, co te nad Morzem Andamańskim.

Nasza przyroda, ta budząca się wiosną do życia, mieni się soczystą zielenią i przepysznym bukietem barw. Zachwycają mnie zawsze te pierwsze początki wczesnej wiosny i z radością szukam jej znaków.

Z radością też patrzę, jak moje miejsce wypełnia się powoli kolorami krzewów i kwiatów – tych co wyrastają same i tych, które sama zasadzam.

Widok na Narwią to nie tylko sama rzeka, ale także ogromna paleta barw, odcieni zieleni, zróżnicowanej roślinności, drobne i większe ciekawostki. To miejsce wielu ptaków, bobrów, saren czy lisów. Tutaj łabędzie, bociany, żurawie, kaczki i mnóstwo innych ptaków zakłada gniazda, tutaj wzdłuż brzegu widoczne są ślady działalności bobrów, tutaj ni stąd ni zowąd wypadnie na wał stadko saren. Żaby dają cudowne koncerty a woda się od ich ilości aż gotuje, gdy podejdzie się bliżej do brzegu. Wychodząc natomiast przed zmierzchem, kiedy już nikogo nie ma, można na własne oczy zobaczyć bobry żerujące w wodzie lub natknąć się na któregoś z nich po drugiej stronie, płynącego tu rowu.

Niestety, Narew to także raj dla wędkarzy. Przyjeżdżają tu gromadnie w czasie weekendów i to nie byłoby jeszcze takie najgorsze. Najgorsze jest to, że większość z nich to pseudowędkarze. Dla nich to możliwość wyrwania się z domu, okazja do wypicia z kolegami, pomoczenie kija w wodzie i zostawienia po sobie syfu. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego wszystko, co pełne mieści się spokojnie do ich samochodów a te puste już nie. Rozbijają namioty, rozstawiają przyczepy, często wieczorami dobiega z tamtego kierunku głośna muzyka. Po takim weekendzie aż przykro iść na spacer. Zostawione worki (oby chociaż worki) poszarpane przez tutejsze zwierzaki i rozwleczone śmieci stanowią okropny widok. I to jest największa bolączka tego terenu. Tutaj żadna gmina tego nie sprząta, a my musimy na to patrzeć. Sądzę, że świat bez wielu wędkarzy, byłby o wiele piękniejszy.

A na koniec moje ulubione widoki za płotem a czasem nawet niedaleko bramy 🙂 Kiedy nie udaje mi się uchwycić czegoś telefonem, wtedy wspomaga mnie zamontowana kamera, która rejestruje moich leśnych gości zarówno w dzień jak i w nocy. A tam prawie codziennymi porannymi gośćmi są łanie, często z młodymi, koziołki, które szczekają prawie jak pieski, a nocą podchodzą borsuki, lisy i kuny.

I taki to jest mój narwiański raj. Kocham go równie mocno jak Tajlandię 🙂