Z wiadomości i zdjęć wynika, że do Polski przyszła nagle zima. Phuketu także nie ominęły anomalia pogodowe. Z tego, co mówią tubylcy, na Phukecie są tylko dwie pory roku: deszczowa i sucha. Na kontynencie podobno są trzy. Tutaj 8 miesięcy pada a potem przez 4 miesiące jest zazwyczaj sucho. Generalnie, pora deszczowa powinna zakończyć się ok. 15 listopada. W tym roku jest inaczej. Od kilku dni padają deszcze i mają padać jeszcze przez kilka następnych dni. Nie oznacza to oczywiście, że zrobiło się zimno. Temperatura oscyluje w granicach 26-28 stopni a deszcz jest raczej ciepły. Nie pada także przez cały dzień tylko z przerwami. Pozwala to na robienie sobie spacerów i zwiedzanie Patongu od zaplecza.

Nasze dzisiejsze centrum burzowe wyglądało rankiem właśnie tak 🙂

img_20161203_111008-pano

Nie zważając na spadające z góry krople, po zakupieniu parasolek, które miały nam być w Tajlandii niepotrzebne, ruszyłyśmy z Ewą w małe uliczki, z dala od plaży i wielkich hoteli.

I dopiero tak można poznawać kraj, w którym się przebywa. Zapuszczone domki, małe warsztaty, co parę kroków pralnie i malutkie, na dwa, trzy stoliki jadłodajnie, gdzie jakaś Tajka lub Taj, wrzuca coś do woka, zakręci, podsmaży i daje do zjedzenia. Można pomyśleć, że tu nawet Tajowie nie gotują w domu tylko stołują się właśnie w takich drobnych miejscach. Do niektórych można nawet wjechać skuterkiem i zakupić coś do zjedzenia, wcale z niego nie zsiadając 🙂

Na drodze naszego spaceru następne miejsce kultu wraz z fotografią zmarłego króla, otoczone czcią i szacunkiem.

img_20161203_121737

No i znowu tysiące wiszących przewodów, kuriozum chyba dla każdego elektryka. Jakim cudem to funkcjonuje? 🙂

Wszędzie też można znaleźć pokoje do wynajęcia. Z czystej ciekawości, weszłyśmy dzisiaj do takiego lepszego a’la hotelu, aby zobaczyć, co oferują i jak kształtują się ceny. I lekkie zdziwienie – apartament skladający się z dwóch identycznie urządzonych sypialni, saloniku, kuchni i łazienki można na tym zapleczu wynająć za ok. 170 zł dziennie. Za 25 dni policzono nam ok. 3.800 zł. Oczywiście dla 2 osób to może jest za dużo, ale dla rodziny z dwojgiem dzieci lub 2 par, które chciałyby spędzić tu urlop, cena wydaje się być całkiem interesująca. Takie pieniądze, jak nie większe, trzeba wydać latem za lokum o podobnym standardzie nad naszym, zimnym Bałtykiem. Oczywiście, należy jeszcze dodać do tego koszty przelotu i utrzymania, ale oferta jest dosyć atrakcyjna. No i trzeba dodać, że nie jest to zbyt blisko plaży, do której trzeba się trochę przespacerować. Bliżej plaży, takie same pieniądze trzeba zapłacić za pokój  dwuosobowy na 18 dni.

Oczywiście, do wynajęcia są także pokoje, których standard dalece odbiega od tego, a domy, w których je wynajmują przypominają walące się rudery.  Cena też jest dużo niższa 🙂

W drodze pyszna kawa latte w maleńkiej, japońskiej knajpce.

To jest tzw. tuk-tuk czyli, po skuterach, drugi podstawowy środek lokomocji. Oczywiście są jeszcze taksówki, ale po mieście tuk-tuk jest najlepszym wyborem. W słoneczny dzień przewiewny, w deszczowy – środek transportu zabezpieczają plastikowe okna. Bardzo przestrzenny i wygodny. I gdzie by się nie jechało, cena w ramach negocjacji spada do 200 THB 🙂

img_20161203_131845

I coś dla prawdziwych koneserów 🙂 Dom na sprzedaż, z ogródkiem, w „atrakcyjnym otoczeniu i atrakcyjnym sąsiedztwie”.

 Niestety, jest to kawałek prawdy, o tym, w jakich warunkach żyje tu wielu ludzi. Patong to nie tylko plaża i ładne hotele. To miejsce także tych, którzy utrzymują się z ciężkiej pracy w swoich małych, prywatnych przedsiębiorstwach jak wspomniane wyżej pralnie, warsztaty, czy sprzedaż produktów spożywczych z małych wózeczków, przygotowywanych przez nich we własnych „lepiankach”. Co dziwne, można to spokojnie jeść i nie ma po tym żadnych dolegliwości. Wiemy, bo jadłyśmy 🙂 Było jadalne, żyjemy 🙂 I z tego co mówią, tu się pracuje 7 dni w tygodniu a już z całą pewnością sześć.

Na większych ulicach Phuketu nie ma praktycznie zbyt dużo zieleni. Dopiero tu na zapleczu, w małych, mizernych ogródkach pojawia się od czasu do czasu coś kwitnącego i zielonego.

W niektórych sklepach są już pierwsze, bardzo słabiutkie zwiastuny nadchodzących Świąt 🙂

img_20161203_135159

A po powrocie z wielogodzinnego spaceru, na kolację, wspaniałe, soczyste mango. I tego można naprawdę zazdrościć. Sok płynie po palcach i sama słodycz w ustach 🙂

img_20161202_151035