Gdziekolwiek bym się nie znalazła i z kimkolwiek bym nie rozmawiała – na ulicy, targu, plaży, sklepie, jako pierwsze pada zawsze pytanie – where are you from? Odpowiadam grzecznie – z Polski. Na wielu twarzach widać ogromny wysiłek myślowy – Poland? A gdzie to jest do cholery? 🙂 na wszelki wypadek dodaje: Europe, myśląc w duchu – jeszcze. Trochę lepiej 🙂 I natychmiast potem pada sakramentalne pytanie: are you alone?!!! Tak, jestem sama. No i tutaj reakcje są już różne 🙂 Kobiety patrzą na mnie z przerażeniem, bo one nigdy by się na to nie odważyły, a mężczyźni ze zdumieniem, gdyż chyba żaden sobie nie wyobraża, że jakakolwiek tutejsza kobieta mogłaby podróżować samotnie po świecie. Wszyscy jednak odnoszą się do mnie szalenie przyjaźnie, choć taki wyczyn nie bardzo im się mieści w głowie 🙂 a część z nich jest nawet ogromnie pomocna. Pierwszego dnia młody czlowiek chodzil ze mną po sklepach w poszukiwaniu środka na komary, inny na swoim telefonie przywołał mi kierowcę Ubera, bo autobusy w moim kierunku już nie chodziły. Ratownicy i malezyjki pilnowali moich bagaży na plaży, kierowcy dowozili na miejsce, przewodnicy wyjaśniali zawiłości tutejszej natury. Doszłam do wniosku, że samotne podróżowanie ma swoje uroki 🙂
Czwartego dnia pobytu wybieram się do maleńkiego zoo połączonego z ogrodem botanicznym. Zawozi mnie tam hotelowy shuttle bus. Przed wejściem do zoo drobna chwila wzruszenia.
Na powitalnej tablicy, wśród innych języków, odnajduję po polsku Witamy. Stoję oniemiała przez dłuższą chwilę i jakoś mi się robi cieplej koło serca. Borneo, Kota Kinabalu, maleńkie zoo oddalone od miasta dwadzieścia parę kilometrów i taka niespodzianka!!! Koniec świata 🙂 Czyli jednak ktoś, coś o tej Polsce słyszał 🙂

Zoo jest maleńkie, nic wielkiego za to przepięknie położone. Wykorzystany został naturalny teren kawałka dżungli i gdzieś w tym skrawku umieszczono trochę zwierząt. Przede wszystkim nareszcie z bliska a nie przez lornetkę, moge zobaczyć te jedyne w swoim rodzaju nosacze.
Pośród pozostałych zwierząt słonie, tutejszy rodzaj czarnych niedźwiadków, jakieś bawoły, orangutany, tygrysy, tutejsze coś podobne do wydry, trochę ptaków. Wśród nich, śliczny czarny, który naśladuje głosy ludzkie i przekrzywiając łepek powtarza za mną: hello, bye bye, hi 🙂


Niby generalnie całe zoo to nic wielkiego ale spacer jest uroczy. Tym bardziej, że żadne tłumy się tu nie kłębią. I wszędzie zielono, zielono.





A potem jeszcze mały ogród botaniczny. I tutaj jestem chyba najdłużej. Myślę, że tak wygląda prawdziwa tutejsza dżungla. Jestem zauroczona. Jeśli ktoś tu coś poprawia, to praktycznie niewidocznie. Wcale nie chce mi się stąd wychodzić 🙂
Do hotelu wracam znowu shuttle busem. Powoli kończy sie moja przygoda z Borneo. W niedzielę wylatuję, więc w sobotę siedzę już w ośrodku pławiąc się w basenach, odpoczywając po tych trochę intensywnych dniach. Jutro wracam na Phuket.



Piękna podróż którą mogłam choć częściowo przeżyć wraz z tobą .To cudownie mieć takie przeżycia pozdrowienia 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ten ogród miejscami bardziej wygląda jak dżungla niż zoo.
PolubieniePolubienie