Wychodzi na to, że nie umiem się obyć bez tego kraju 🙂 Po powrocie w marcu byłam prawie przekonana, że tę zimę w całości spędzę w domu. Wygląda na to, że ten plan zawiódł. A wszystko przez moją tajską „siostrzenicę”, która sama gdzieś plącząc się po ciekawych miejscach Tajlandii, zaczęła mnie w maju molestować pytaniami, kiedy przyjadę, bo: „ja Ci ciociu muszę to pokazać” 🙂 No i namówiła 🙂 Trochę dla żartu uruchomiłam skyskannera i, mając już dosyć lotów przez Bangkok, wrzuciłam mu od razu lot na Phuket. Wyszło na to, że miałam jak to mówią farta i bilet na Phuket katarskimi liniami okazał się być nie tylko w całkiem rozsądnej cenie, ale także, jak na tę odległość, w całkiem dobrym czasie. Do tej pory lot do Bangkoku zajmował mi ok. 17-18 godzin a potem jeszcze musiałam korzystać z linii krajowych, żeby dotrzeć na miejsce. Razem ta podróż trwała zazwyczaj ok. 22 godzin. Tym razem ominęłam to straszne lotnisko, przesiadkę miałam w Doha, loty były krótsze i w ciągu 14 godzin byłam na miejscu. Jeśli ktoś miałby zamiar organizować sobie wyprawę do Tajlandii samodzielnie, to spokojnie mogę polecić Qatar Airlines. Fakt, trzeba zacząć szukać wcześniej no i mieć trochę szczęścia. Lotnisko w Doha bardzo ładne, mając trochę czasu, można sobie parę rzeczy pooglądać i jakoś czas pomiędzy lotami zorganizować. Z tego, co słyszałam, w przypadku przerwy ponad 5-6 godzinnej, można nawet wybrać się na krótką wyprawę do miasta. Drogo – to jednak państwo szejków 🙂 ruch w lotniskowych sklepach nie największy.
Na Phuket dotarłam o 7.00 rano tutejszego czasu. Powietrze przywitało mnie temperaturą 26 stopni. Odnoszę wrażenie, że i tu pogoda trochę sfiksowała, bo ubiegłoroczny listopad nie był jeszcze taki ciepły. Pomimo lekkiego zachmurzenia, temperatura w dzień wynosi 31 stopni.
A potem przyjazd do mego ulubionego hotelu i dzięki serdeczności personelu, poczucie, że jest się, jak w domu. Już nie tylko klient, ale ktoś na kogo się czeka.
Polecałam go już wielokrotnie i dalej się w tej kwestii nic nie zmieniło. Dalej polecam go tym, którzy jeżdżą na własną rękę. Świetne miejsce po przylocie, z którego można się udać w dalszą podróż i świetne przed odlotem, bo tylko 2 km od lotniska a jednocześnie położone w cichej i ładnej okolicy. Transport z lotniska i na lotnisko bezpłatny. W hotelu nowy wystrój i nawet wybudowano mały basenik dla ochłody. Do plaży można iść spacerem, ok. 35 minut lub za 100 THB pojechać hotelowym transportem. Czysto, przyjemnie, na miejscu restauracja, w pokojach lodówka, czajnik, przybory toaletowe. Urocza obsługa. Ja w każdym bądź razie czuję się tu rewelacyjnie.
I dalej witają mnie moje ulubione psy 🙂 nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że mnie poznają 🙂
Pierwszy dzień trochę przespany, bo jakby nie było, podróże są męczące, ale za to popołudniowy spacer zakończony wspaniałym masażem i oczywiście pikantnym Tom Yum z ogromnymi krewetkami w środku. Tak sobie myślę, że i jednego i drugiego bardzo mi brakowało. Pora deszczowa jeszcze się całkiem nie skończyła i po drodze próbowało mnie zmoczyć, aczkolwiek udało mi się to jakoś przetrwać.

A dzisiaj moja ukochana plaża Nai Yang Beach i cudowne na niej, można powiedzieć, pustki. Sezon jeszcze nie rozpoczęty na dobre i można delektować się spokojem. Ta plaża, otoczona wspaniałym parkiem narodowym, jest nie tylko piękna, ale nawet w sezonie nie jest tak zatłoczona, jak w innych miejscach.
I niech nikogo nie zwiodą te chmury. Temperatura wynosiła 31 stopni, morze tworzyło ciepłą taflę a ok. 15.00 się rozpogodziło i wyjrzało piękne słońce 🙂

Dobrze, że piszesz Oluś! Trzymaj się podróżniczki 💚💜💜
PolubieniePolubione przez 1 osoba
No trochę będę skrobać 🙂
PolubieniePolubienie
Olu bardzo Ci zazdroszczę! Baw się dobrze. Buziaki.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję Lenko 🙂
PolubieniePolubienie