Miesiąc pobytu z Hanią mija jak z bicza strzelił. Dopiero ją witałam na lotnisku a już musiałam ją pożegnać. Ciągle odnoszę wrażenie, że miesiąc na Tajlandię to za mało. Trzeba się przecież przede wszystkim nacieszyć słońcem i wodą, zwłaszcza, gdy w perspektywie są zimne i czasami ponure dni w kraju. Wylegiwanie się wtedy na plaży, moczenie w ciepłej wodzie, pławienie w pełnym słońcu na dalekich spacerach nabiera zupełnie innego wyrazu. Nie dziwota więc, że większość tego czasu spędzamy na takich przyjemnościach.

Ale nie tylko.

Spędzamy uroczy wieczór na urodzinach mojej tajskiej przyjaciółki – Moon. Jedziemy do jej domu z mała grupą Szwedów, z którymi Moon zna się od wielu lat. Zabiera nas do niej Vicky.

A u Moon mieszane towarzystwo: Szwedzi, Tajowie i my z Polski. Stół zastawiony tajskimi potrawami (niektóre wyciskają łzy z oczu i przepalają gardło), owoce, piwo, tajska muzyka i tańce na trawie. Uroczy domek położony nad małym zbiornikiem wodnym. Po drugiej stronie resort, który wieczorem rozbłyska światłami. Wracamy późno do domu 🙂

Udaje mi się też zabrać Hanię na moją ukochaną wysepkę Koh Yao Noi, gdzie spędzamy wspaniałe trzy dni w ciszy i w spokoju, z dala od zaludnionych plaż i hałasu ulicznego. W tym roku, wysepka jest prawie wolna od turystów. Dla nas dobrze, dla Tajów gorzej, bo nie mogą zbytnio zarobić. Za to my podziwiamy puściutkie plaże, morze bez zbędnego tłumu, drogi wolne od dziesiątków pojazdów.

Udaje nam się zamieszkać w bungalowie z widokiem na morze, które wieczorami kołysze nas do snu.

Niestety trafiamy na nieodpowiednią fazę księżyca i morze do pływania nadaje się tylko do południa a potem ucieka daleko, odsłaniając swoje tajemnice. Na piasku pozostają unieruchomione łodzie, a niektóre zatoki można przejść praktycznie suchą nogą.

Nie przeszkadza to nam w dalekich spacerach i dzięki temu zwiedzamy okolice. Tak też docieramy między innymi do maleńkiego, ale uroczego wodospadu. Zastajemy tam grupę czterech chłopców, którzy ku naszemu zdziwieniu, bawią się w chowanego, kryjąc się pomiędzy szczelinami ściany skalnej, z której spływa kaskada wodna. U stóp tworzy się małe oczko wodne. W promieniach słońca nabiera złotego koloru.

Po drodze do wodospadu, w małej knajpce pijemy wspaniałą wodę z kokosa. Zimna, lekko słodka, jest rewelacyjna. Jako deser zjadamy miąższ kokosowy z podanym nam przez kelnerkę cukrem palmowym. Pychota 🙂

W powrotnej drodze trafiamy na zatokę odsłoniętą całkowicie przez odpływ. W mokrym piasku taplają się dziesiątki małych krabów. Odkrytym pasem wędrujemy na małą wysepkę, którą w porze przypływu oddziela od lądu dosyć duży pas morski. Nam się udaje dotrzeć do niej praktycznie bez zamoczenia nóg.

A potem, skracając sobie spory kawałek szosy, idący wzdłuż linii brzegowej, przekraczamy po prawie suchym piasku zatokę. Dzięki temu spacer jest przyjemniejszy i nie musimy wędrować nagrzaną już w tym momencie drogą.

Oczywiście, udaje nam się także popławić w morzu, pojeść różnych smakołyków, czy też odwiedzić małą wioskę, w której nas wspaniale nakarmiono w małej, przydrożnej knajpce.

Jak zwykle opuszczam Koh Yao Noi z ogromnym żalem.

Na dwa dni przed Hani odjazdem, nasz sąsiad, taksówkarz, zabiera Hanię, mnie i moją francuską znajomą na krótką wyprawę po najważniejszych miejscach po Phuket. Zwiedzamy dwa miejsca widokowe, skąd można z góry popatrzeć na Phuket Town oraz na plaże i zachodnie wybrzeże wyspy. Na Phuket City View Point natykamy się na grasujące tam małpy.

Potem oczywiście koniecznie do największej na Phuket świątyni – Chalong Temple

no i oczywiście Big Budda – pomnik zbudowany ku czci Buddy w jednym z najwyższych punktów wyspy.

W drodze powrotnej jedziemy drogą wzdłuż plaż widzianych wcześniej z Kathu View Point.

Przed wycieczką udaje nam się złapać aparatem naszego wieczornego towarzysza wygrzewającego się na słońcu 🙂

I tak, ostatnim rzutem na taśmę, Hania ma okazję zobaczyć na Phuket coś więcej niż tylko plażę 🙂

Hania wyjechała wczoraj, ale chyba nie będę aż taka sama, bo dzisiejsza niespodziewana wizyta następnego zwierzaka daje perspektywę na czasowe towarzystwo 🙂