Przed nami znowu do przejechania nie tylko sporo kilometrów, ale także wiele godzin jazdy. Żadnym sposobem nie uda się tego przejechać w jeden dzień. Celem podróży jest miasto Bukittinggi. Tam zostaniemy przynajmniej na trzy noce i będziemy objeżdżać okolice. Po drodze zobaczymy wszystko to, co będzie w miarę ciekawe lub po prostu interesujące. Zdecydowaliśmy się spędzić 2 noce w różnych miejscach na trasie. Pierwsze miejsce to miasteczko Pedangsidimpuan. Jechaliśmy w miarę główną drogą obserwując okolice. Na lunch wstąpiliśmy do nadbrzeżnej restauracji, praktycznie na plaży, gdzie podano mi ogromną porcję wielkich krewetek w przepysznym sosie za ok. 24 zł.





Droga do Pedangsidimpuan przebiegła w miarę spokojnie. Wynajęty hotel okazał się być całkiem przyzwoity jak na takie raczej małe miasteczko.






Drugi nocleg miał być w miejscowości Lubuk Sikaping. Po drodze niespodzianki. Przepiękny park wodny utworzony na bazie naturalnych wodospadów, spadających z krystalicznie czystą wodą, prosto z gór, do wybudowanych tutaj paru basenów. Urocze miejsce, stworzone do fantastycznego relaksu, mało reklamowane i pewnie dlatego znane tylko Indonezyjczykom. Widok spadającej zewsząd wody był niesamowity.










Następny przystanek to plantacja różnego rodzaju przypraw. Imbir, kardamon, kurkuma, cynamon, liście laurowe, pieprz biały i czarny, gałka muszkatołowa. Warto było zobaczyć to w naturze.




I jeszcze jedna niespodzianka po drodze. Mały teren z gorącymi źródłami. Para unosiła się wszędzie. Temperatura źródeł dochodziła podobno do 100 stopni. Dookoła roślinność, której najwyraźniej taki klimat odpowiadał i zamieszkała przez stada makaków. Jest to zupełnie niewykorzystany teren, z którego można by zrobić bardzo fajne miejsce dla turystów i zarobić na tym jakieś pieniądze. Na teraz sprowadza się do tego, że na początku siedzi jakaś kobieta i bierze za to 3 zł. wstępu, bo jest to teren prywatny.









Po drodze jeszcze innego rodzaju tradycyjne domy. Mieszkańcy Indonezji podzieleni są na coś, co można nazwać klanami. Każdy z nich posiada swoje tradycje, inny rodzaj architektury jeśli chodzi o budownictwo, często swoją religię. Oczywiście większość domów jest już budowana w bardziej nowoczesnym stylu, ale jadąc przez dany region, ciągle widać jeszcze domy konstruowane w starym stylu.



Wieczorem dotarliśmy do małego pensjonatu zwanego tutaj Homestay. Znowu całkiem znośne warunki. Koszt 1 nocy to niecałe 60 zł. Była to wyłącznie przerwa w podróży, więc niczego wokół nie oglądaliśmy.



Nazajutrz nastąpił dla mnie niezwykle emocjonujący moment. W drodze do Bukittinggi miałam okazję na własnych nogach przekroczyć równik i powiem szczerze, że jest to w odczuciach ogromna różnica pomiędzy przekraczaniem go drogą powietrzną a przekraczaniem go własnymi stopami.






Prawie na koniec 3 dnia podróży, dotarliśmy w końcu do Bukittinggi, ciesząc po drodze oczy pięknymi widokami. Droga jak zwykle była kręta, często w okresie robót drogowych. Wszystko to w wyniku październikowych powodzi, które nawiedziły różne regiony Sumatry.




Po kilku próbach znaleźliśmy w końcu jako takie lokum, co jak się okazuje nie jest prostą rzeczą, zwłaszcza, że ja unikam jak ognia dużych hoteli i lokalizacji w centrum miasta. Jakoś nam się to jednak udało i nawet w całkiem sympatycznym otoczeniu.







Bukittinggi… Skąd oni biorą te nazwy?:)
PolubieniePolubienie