I tak powoli się kończy mój czas na Sumatrze. Zjechaliśmy na wschodnie wybrzeże Południowej Sumatry, planując tu mały oddech przed następnymi przygodami. Po drodze zajechaliśmy na punkt widokowy, z którego w dole widać było jeszcze jedno piękne, wulkaniczne jezioro i położone nad nim wioski. Niestety pogoda nam tego dnia nie dopisała, niebo było bardzo zachmurzone, co zepsuło w dużej mierze przyjemność z oglądania tego miejsca.






Teraz już, w małym pensjonacie nad brzegiem morza spędzam 3 spokojne dni, na kompletnym relaksie i odpoczynku po 21 dniach podróży przez Sumatrę. 31 stycznia wylecę w kierunku Komodo na wyspę Flores. Tam nastąpi dalsza część podróży i dalsze zwiedzanie Indonezji.




Wczoraj wieczorem, w jakimś lokalu z ładnym widokiem na morze, jedna z ostatnich moich kolacji na Sumatrze.



Praktycznie ostatni dzień na Sumatrze spędziłam na wodzie. Wynajętą, małą łodzią, niczym łupinką od orzecha, wypłynęliśmy na Ocean Indyjski. Tym razem były przynajmniej na łodzi kapoki 🙂 Popłynęliśmy na w miarę pobliskie trzy wyspy i było naprawdę fantastycznie. Piękne widoki, piękne kolory wody, na wyspach praktycznie nikogo. Po drodze kutry rybackie, zdaje się, że podobnie jak wiele napotkanych domów, budowane także w tradycyjnym stylu. Wyglądały niesamowicie. Pomimo nocnego deszczu, pogoda nam w ciągu dnia dopisała i znowu udało się zapisać w pamięci cudowne wrażenia.












Zwiedziłam na Sumatrze, co tylko mogłam, na co pozwalał czas i siły. Z zaplanowanej podróży zrealizowałam najważniejsze punkty, niektóre pominęłam specjalnie, niektóre z uwagi na piętrzące się trudności. Weszłam niestety w etap, w którym powiedzenie, że należy mierzyć siły na zamiary, a nie zamiary podług sił, staje się już trochę mniej realne. Ciągle dusza i chęci wyznaczają ambitne cele, ale przyszedł czas, że choćbym jak najbardziej się starała, energii na wszystko już nie wystarcza. Jednym słowem, chciałaby dusza do raju, tylko grzechy jej nie dają :). Może jeszcze jakoś dałoby radę parę innych miejsc zobaczyć, ale same podróże samochodem po Sumatrze zajmują potworną ilość czasu. Nie dość, że stan tych dróg nie był nigdy najlepszy, to niestety po potwornych powodziach, jakie tutaj miały miejsce w październiku i listopadzie, zarówno w Północnej jak i Południowej Sumatrze, wiele dróg zostało kompletnie zdewastowanych i do dzisiaj w wielu miejscach trwają prace nad ich rekonstrukcją. Przejazd 75 km potrafi tutaj zająć 3 godziny. Dłuższe dystanse wymagają minimum 6-8 godzin jazdy, a mówimy tu o odcinkach 200-300 km, które wielokrotnie trzeba objeżdżać bocznymi, bardzo wąskimi drogami, z jakąś niewyobrażalną ilością zakrętów. Średnia prędkość na tych drogach nie przekracza 50 km na godzinę. Gdyby wszystko było jak trzeba, nasza podróż z Medanu wyniosłaby do obecnego miejsca pobytu 1751 km i trwałaby ciurkiem według map 45 godzin. Wyznaczona jednak trasa nie uwzględnia naszych wszystkich objazdów i pozostałych wypadów do zwiedzanych po drodze miejsc. Prawdziwa ilość przejechanych kilometrów po Sumatrze spokojnie oscyluje wokół 2500 km. Zaczęła się w Medanie, poprzez Berastagi, Ketambe, Jezioro Toba, Barus nas Zachodnim wybrzeżu, Bukittiggi już w Sumatrze Południowej i jego okolicach, a skończyła w Padang, z którego będę odlatywać na Flores. I właśnie te godziny jazdy samochodem były najbardziej męczącym czasem w tej wędrówce. Dlatego też w kilku miejscach należało poprostu odpuścić.


Ale było warto. Sumatra jest przepiękna i ma wszystko – wulkany, niektóre ciągle dymiące i tak jakby czekające na swoją porę, dżunglę, która jeszcze ciągle porasta wiele terenów, ciągnące się kilometrami góry pokryte zielenią, wulkaniczne, cudowne jeziora, skaliste kaniony, ocean pokryty mniejszymi i większymi wysepkami (podobno wysp jest tutaj 17.000), ciągle jeszcze w wielu miejscach tradycyjną architekturę, plantacje najróżniejszego rodzaju przypraw i kawy, ciągnące się po horyzont pola ryżowe, smaczne, ale bardzo proste jedzenie, zwłaszcza w sezonie, gdy nie ma turystów, ogromną historię i zróżnicowaną religię, chociaż w większości panuje tu islam, przyjaznych mieszkańców i tak naprawdę, jak dla nas jest tu tanio, jeśli nie oczekuje się specjalnych luksusów i wielkich restauracji i nie ma się nie wiadomo jakich wymagań. Bo tak naprawdę nie należy ich za bardzo posiadać. Sumatra nie jest tak turystycznym miejscem, jak Bali, gdzie lata większość międzynarodowych turystów i dlatego ma o wiele słabszą niż gdzie indziej infrastrukturę, często kompletnie nieprzygotowaną dla wymagających, zachodnich turystów. To raczej biedniejsza część Indonezji, nie reklamowana zbytnio, a tym samym z mniejszą ilością „bladych” twarzy. W większości przybywają tu raczej Azjaci i podróżują po niej sami Indonezyjczycy. Trochę więcej osób przylatuje tu w sezonie (od czerwca do września), ale skupiają się na trzech, czterech wybitnie turystycznych miejscach z przygotowaną pod nich infrastrukturą – Bukit Lavang, Jezioro Toba, Berastagi. A szkoda, bo może dzięki większej ilości turystów, można by to miejsce jakoś rozwinąć. Bez tego, wyspa jest raczej miejscem rolniczym, z niewielką ilością przemysłu, a tym samym ograniczoną ilością miejsc pracy.
Trzeba jednak uczciwie stwierdzić, że nie wszystko jest tu takie wspaniałe – bieda, potworne zaśmiecanie terenów, z czym nikt specjalnie nie walczy, wspomniany potworny stan dróg (nawet bez powodzi), często bardzo skromne warunki w miejscach do noclegów, brak większych knajpek, niektórym brakować może alkoholu, którego się tu raczej nie kupi – nawet piwo jest jakoś serwowane z ukrycia, proste nad wyraz jedzenie, które nie wszystkim będzie odpowiadać, bardzo kiepskie często warunki sanitarne, zwłaszcza w publicznych toaletach, słaba ciągle opieka medyczna i jak zwykle sytuacja polityczna, gdzie ścierają się ze sobą kwestie fundamentalistów jak i świata, który jednak dąży do jakiegoś rozwoju. Trzeba także zwrócić niestety uwagę na dużą ilość naciągaczy. Wszędzie gdzie się wjeżdża do bardziej interesujących miejsc, pojawia się nagle ktoś, kto żąda opłat za wstęp na dany teren. Tam gdzie to się należy oficjalnie, wydają przynajmniej jakiś kwitek. W wielu jednak miejscach tego nie robią i mam dziwne przeświadczenie, że te pieniądze idą do prywatnej kieszeni i że tak naprawdę są to jakieś nielegalne działania. Nie są to oczywiście wielkie kwoty, ale trochę się tego razem uzbiera, jeśli podróżuje się po Sumatrze w sposób, podobny do mojego. Mam oczywiście świadomość tego, że panuje tu bieda, zwłaszcza po ostatnich kataklizmach i każdy próbuje zdobyć jakieś pieniądze, ale wrażenie tego, że ktoś mnie próbuje oszukać, wcale mi się nie podoba.
Dodatkowo są tu także niestety różnego rodzaju zagrożenia. Sumatra doświadcza trzęsień ziemi, powodzi, lawin błotnych, wybuchów wulkanów sypiących od czasu do czasu czarnym pyłem lub nawet lawą. Przed przyjazdem tutaj należy bardzo dokładnie przejrzeć internet i sprawdzić w planowanym czasie pobytu prawdopodobne warunki zewnętrzne. No i oczywiście, z uwagi na większość muzułmańską, należy zaakceptować tu pewne reguły społeczne. O ile na Bali, bardzo turystycznej wyspie, pewne zachowania i sposób ubioru, zwłaszcza kobiet jest jakoś tolerowany, o tyle na Sumatrze, należy się trochę pilnować. Chrześcijanie są tu w mniejszości i dlatego dobrze jest mieć zakryte ramiona, zwłaszcza chodząc po mieście lub wiosce i nie afiszować się specjalnie nagością w miejscach mniej turystycznych. Problemów oczywiście z tego nie robią, ale czasami rzucone, zwłaszcza przez kobiety spojrzenie, przypomina o tym, że coś jest nie tak.
Jeśli jednak ktoś jest wyczulony na piękno natury, chce zobaczyć te wszystkie przepiękne krajobrazy na własne oczy i jest w stanie zaakceptować zarówno niedogodności jak i pewne zasady gry, to powinien tu zajrzeć. I jako ciekawostka – jest to kraj dla palaczy, ale dłuższy okres przebywania tutaj, można potraktować też jako naturalny odwyk alkoholowy.
I tym małym podsumowaniem, żegnam Sumatrę. Moc wrażeń, emocji, atrakcji i niezapomnianych wspomnień. Dziękuję moim towarzyszom za opiekę, za pokazanie miejsc, w których inni nie byli, za wyszukiwanie miejsc do zobaczenia, bardzo bezpieczną jazdę po tych jakże trudnych drogach i za bardzo profesjonalny serwis. Może jeszcze kiedyś…. – do zobaczenia.

Tak… Dopiero teraz widać, jaki to był szmat drogi. I że nie zawsze jest to taki raj, jak przedstawiają go reklamy.
PolubieniePolubienie