Nie czekając już na otwarcie Parku Komodo ruszyliśmy do miasta Rutheng. Ponieważ drogi na Flores są w o wiele lepszej kondycji, jazda do Rutheng z małymi przerwami zajęłaby około 4 godzin. My oczywiście po drodze mieliśmy o wiele dłuższe przerwy, poświęcając je na zwiedzanie interesujących miejsc wzdłuż trasy, co oczywiście wymagało czasami zjechania w bok o dobrych parę kilometrów.
Wyspa Flores to przede wszystkim obszar rolniczy. Mając w posiadaniu Narodowy Park Komodo utrzymują się tutaj raczej z turystki, zwłaszcza w wysokim sezonie, rybołówstwa i z uprawy warzyw, owoców i oczywiście ryżu. Nie istnieje tu żaden przemysł i tym samym wyspa zachowuje swój wspaniały ekosystem i nie ulega zniszczeniu. Ma to oczywiście wpływ także na brak stanowisk pracy, ale lokalni mieszkańcy twierdzą, że tak jest lepiej, bo nic im nie zanieczyszcza powietrza i wód. Obserwując po drodze te wspaniałe widoki, oddychając naprawdę świeżym powietrzem, widząc krystaliczną wodę tutejszych rzek i jezior, nie wspominając nawet o wodospadach, całkowicie przychylam się do tego zdania.
Jak każda z wysp indonezyjski, Flores podzielona jest na prowincje i co ciekawsze, zamieszkałe są one historycznie przez różniące się od siebie plemiona. Cała Indonezja posiada ok. 500 dialektów dlatego, wyjeżdżając na inne wyspy, sami Indonezyjczycy mają czasami trudności z porozumiewaniem się między sobą. Między innymi dlatego wielu z nich posługuje się często kilkoma dialektami. Wbrew pozorom, to całkiem zdolny naród. Przykładowo, mój przewodnik, młody człowiek w wieku 32 lat, nie tylko zna kilka dialektów, ale spokojnie porozumiewa się w języku angielskim, francuskim, niemieckim, japońskim i hiszpańskim. Włos się jeży na głowie! Jest po studiach w Dżakarcie w przedmiocie nauk ścisłych, ale wrócił na Flores, z której pochodzi i wybrał pracę przewodnika. Nota bene, można się tu naprawdę w wielu przypadkach spokojnie porozumiewać w języku angielskim.
Wracając jednak do podziału na plemiona, różnice pomiędzy nimi są widoczne przede wszystkim w architekturze, religii, zwyczajach. Pomimo, że akurat tutaj, w przeciwieństwie do Sumatry, chrześcijanie stanowią większość, w dalszym ciągu w wielu miejscach ciągle wierzy się dodatkowo i oddaje cześć innym bogom. Wierzy się tu w duchy przodków i ich ochronę nad żywymi, jak również oddaje się cześć naturze, wierząc, że ona także nad wszystkimi czuwa.
Właśnie w jednej z takich tradycyjnych wiosek, zostałam ubrana w typowy strój indonezyjski i uczestniczyłam w ceremonii powitania i otrzymania błogosławieństwa na dalszą podróż po Indonezji. Na zakończenie ceremonii – poczęstunek z kawą, herbatą i owocami. W wiosce, odmienny od architektury tradycyjnej na Sumatrze, styl budowania domów, wyglądających trochę tak jak ogromne, słomiane jurty lub namioty. Podkreślić chcę słowo tradycyjne, bo oczywiście już nikt w tym stylu domów nie buduje i jest to raczej rodzaj naszego skansenu, ale widok jest rewelacyjny i warto naprawdę to miejsce zobaczyć.




Zanim dotarliśmy do wioski, przejeżdżaliśmy przez największe na tej wyspie pola ryżowe. Utrzymują one populację mieszkańców na wyspie i ryż stąd nie jest eksportowany. Ogromne przestrzenie, otoczone górami tworzą niezapomniany widok.



Ostatnią atrakcją po drodze było miejsce zwane Spider Web czyli pajęczyna. Wdrapaliśmy się na wierzchołek wzniesienia, z którego rozciągał się widok pól ryżowych w kształcie jednej, ogromnej pajęczyny, a z drugiej na wioskę położoną u podnóża i oczywiście góry. I to było naprawdę już coś. Ja wiem, że mój poziom wrażliwości na piękno natury z pewnością jest większy niż u wielu ludzi, ale myślę, że w tym miejscu innym też by się tu podobało. Ja byłam zachwycona.



Po tych wszystkich atrakcjach, dotarliśmy do hotelu i muszę stwierdzić, że tutaj warunki hotelowe są jednak o wiele lepsze niż na Sumatrze. Flores jest przygotowana do przyjmowania turystów. Zatrzymaliśmy się w hotelu na dwie noce, bo następnego dnia czekała na nas prawdziwie historyczna atrakcja.



Rano oczywiście wizyta na tradycyjnym rynku i spacer pomiędzy straganami z tzw. mydłem i powidłem.





A potem wyruszyliśmy na poszukiwanie hobbitów 🙂
Jak mówią o tym różne źródła, odkrycie „Hobbitów” na indonezyjskiej wyspie Flores to jedno z najważniejszych i najbardziej zaskakujących wydarzeń w historii paleoantropologii XXI wieku. To znalezisko wywróciło do góry nogami nasze rozumienie ewolucji człowieka. W 2003 roku zespół archeologów pod kierownictwem Australijczyka Mike’a Morwooda oraz Indonezyjczyka Radena Pandji Soejono prowadził wykopaliska w jaskini Liang Bua na zachodzie Flores. Zamiast spodziewanych szczątków Homo sapiens, badacze natrafili na niemal kompletny szkielet dorosłej kobiety (oznaczony jako LB1), która miała zaledwie ok. 106 cm wzrostu i bardzo małą puszkę mózgową (ok. 400 cm³, czyli wielkość mózgu szympansa). Przezwisko „Hobbit” przylgnęło do nich natychmiast ze względu na: niski wzrost: średnio ok. 1 metra, duże stopy: nieproporcjonalnie duże w stosunku do krótkich nóg; izolację: żyli na wyspie, co przywodziło na myśl Shire z powieści Tolkiena.
Początkowo sądzono, że Hobbici żyli jeszcze 12 000 lat temu, co oznaczałoby, że współistnieli z ludźmi współczesnymi przez tysiące lat. Jednak nowsze badania (z 2016 r.) skorygowały te daty: obecność w Liang Bua: szczątki datuje się na okres od 190 000 do 50 000 lat temu. Narzędzia kamienne: znaleziono starsze narzędzia na wyspie (w basenie Soa), które sugerują, że przodkowie Hobbitów mogli przybyć na Flores nawet 1 milion lat temu. W lokalnym folklorze ludu Nage z wyspy Flores istnieją legendy o Ebu Gogo – małych, owłosionych istotach leśnych, które kradły jedzenie i mówiły w specyficzny sposób. Choć naukowcy są ostrożni, niektórzy zastanawiają się, czy te legendy nie są przekazywanym z pokolenia na pokolenie wspomnieniem o ostatnich przedstawicielach Homo floresiensis.
Będąc zakochana we Władcy Pierścieni Tolkiena musiałam to miejsce zobaczyć. Na miejscu także zostałam ubrana w strój regionalny i ceremonialnie powitana. To bardziej z uwagi na drugą jaskinię, która się także tutaj znajduje i kwestię oddania szacunku przodkom. Jaskinia ta nosi miano Birth Cave i w dawnych czasach tu właśnie przychodziły pary małżeńskie proszące o potomstwo. Wiązało się to ze specjalnymi rytuałami i specjalnie odprawianą ceremonią. Do dzisiaj jaskinia jest miejscem kultu.









W drodze już do prawdziwej jaskini, w której odnalezione zostały szczątki kobiety, jest maleńkie muzeum ze wszystkimi informacjami na temat tego znaleziska, jak również w gablocie pośrodku, odnalezione szczątki. Dopiero potem wchodzi się do jaskini, w której do dzisiaj są zabezpieczone stanowiska archeologiczne, które w dalszym ciągu będą przez archeologów eksploatowane nawet już w tym roku.







Następnego dnia wyjechaliśmy do miasta Bajawa, gdzie po drodze nie brakowało następnych wspaniałych wrażeń. Przede wszystkim przepiękny rezerwat z Jeziorem Ramanase i spacer dookoła jak zwykle tutaj z dużą ilością schodów w górę i w dół. Przy okazji spaceru po ścieżkach, po raz pierwszy pogryzły mnie pijawki 🙂 nic to, najwyżej upuszczona została ta gorsza krew.




A potem wizyta tak jakby w bimbrowni 🙂 całkiem legalne miejsce produkowania araku i to w różnych smakach. Pogoda zaczynała się niestety psuć. Rzuciliśmy tylko okiem na wzburzone morze i w strugach deszczu i mgle, zjechaliśmy krętymi górskimi drogami do Bajawy. I znowu bardzo sympatyczne miejsce na nocleg.







I tak minęły trzy dni podróży. Wokół Bajawy czekają na nas następne niespodzianki.

Chyba nie chciałbym stamtąd wyjeżdżać. Kraina szczęśliwości.
PolubieniePolubienie
No właśnie 😀
PolubieniePolubienie