Setki przejrzanych stron internetowych, szukanie najkorzystniejszych ofert lotniczych i wybieranie choćby na początek jakiegoś lokum. Zbieranie informacji o miejscach, zwyczajach, możliwościach transportu, finansowania, warunkach życia, wszelkich formalnościach umożliwiających spędzenie w Tajlandii czterech miesięcy. Tygodnie spędzone w Internecie. Zakupiony program do nauki języka tajskiego, żeby poznać choć podstawowe zwroty. To nie dwutygodniowy wyjazd z biurem turystycznym do czterogwiazdkowego hotelu. Wszystko wyszukane i organizowane na własną rękę, bez pomocy jakichkolwiek agencji. To wyprawa życia 🙂 Razem ze mną wyrusza Ewa.
Po prawie siedmiu miesiącach przygotowań, w paszporcie figuruje wiza tajlandzka, walizka i plecak spakowane. Za 4 dni zaczyna się nasza przygoda. Wylot z Warszawy 16 listopada o godz. 10.45.
Przede nami Tajlandia, Malezja a może w międzyczasie wymyślimy jeszcze coś innego 🙂
A dzisiaj rano, chyba tylko po to, abym nie zapomniała jak wygląda biały puch zimowy, taki widok przywitał mnie za oknem 🙂
