Dzień, w którym Ewa dała mi w kość. Postanowiła iść wczoraj na plażę inną drogą. W rezultacie przegoniła mnie najbardziej chyba ruchliwą ulicą na Patongu, przewlokła przez tutejsze „Złote Tarasy”, wszelakiego rodzaju sklepy i bazary. W sumie 6 godzin chodzenia z 2 przerwami na 10 minutowe siedzenie. Do plaży nie doszłyśmy 🙂 Po powrocie do hotelu nóg i kręgosłupa nie czułam 🙂
Zobaczyłyśmy za to inny kawałek Patongu. Dziesiątki sklepów, knajp, gabinetów masaży, ulice pełne samochodów i skuterków.
Widoki trochę od zaplecza
Przechodzenie tutaj przez nawet najmniejszą ulicę wiąże się z dużym ryzykiem. Po pierwsze ruch lewostronny i trzeba szybciutko zmienić nawyki dotyczące spoglądania w lewo czy w prawo. Istniejąca sygnalizacja świetlna jest często kompletnie niezrozumiała. Niby widzisz, że mają czerwone, a przejeżdżają Ci po palcach. Pomimo pasów, pieszy tu się zupełnie nie liczy. Jeśli nie wejdziesz na jezdnię na zasadzie: albo mnie zabije albo się uda, to z pewnością nie na zasadzie, że pieszy ma pierszeństwo. Człowieka czasami ogarnia zdumienie, że nie widzi walających się na jezdniach ciał potrąconych przez pojazdy przechodniów. A już o tym, żeby zatrzymał się w celu przepuszczenia Cię kierowca skutera, należy z góry zapomnieć. On Cię po prostu na tych pasach omija. Obydwie z Ewą włączyłyśmy na stałe peryskopy 🙂
Jedna z głównych ulic Patongu ciągnąca się równolegle do promenady nad plażą. Doprowadziła nas do tutejszych „Złotych Tarasów” 🙂
„Złote Tarasy” 🙂 Kompleks dwóch czy trzech budynków, w których można kupić wszystko zarówno za małe jak i za duże pieniądze. Są tam firmy lokalne jak i sklepy światowych marek.
Droga powrotna o czasie, w którym wszyscy wracają do domów lub jadą nie wiadomo gdzie i po co 🙂
A tutaj coś, co nazywają Paradise Park 🙂 Miejsce wielu małych knajpek, w których można także zagrać w jakieś gry oraz dziesiątki stoisk z ubraniami. A „szmaty” i ich ceny są tu po prostu rewelacyjne. Przy umiejętnym targowaniu się, potrafią spaść nawet o 40% 🙂
No i oczywiście setki parkujących wszędzie skuterów, najbardziej popularnego środka lokomocji. Jeżdzi się na nich w klapkach, bez kasków, trzymając w jednym ręku parasol a drugą prowadząc. Z tego, co się zorientowałyśmy, przy wypożyczeniu czegoś takiego, nikt nawet nie pyta o prawo jazdy. Jeśli Cię nie złapią – ok, jeśli złapią, zapłacisz 300 THB czyli ok. 30 zł. 🙂

