Po dwóch miesiącach pobytu w Tajlandii stwierdziłam, że czas jednak na zmianę. Niestety, w wyniku dosyć dużych restrykcji ze strony tajskiego rządu związanych z przyjazdem do tego kraju, ruch turystyczny praktycznie zamarł a tym samym zniknęły wszelkie atrakcje, którymi by można się było cieszyć. Był to smutny raczej pobyt, bez dawnych przyjaciół, z pustymi plażami, bez interesujących wycieczek. W tym układzie przedłużanie pobytu stało się bezsensowne. Trzeba było się ruszyć jednak gdzieś dalej. Palec na mapę i jest – Sri Lanka. Tylko 3,5 godziny lotu z Bangkoku, jeden test antygenowy na 48 godzin przed wyjazdem, wiza on-line i jeden mały formularz dotyczący zdrowia przed samym odlotem. Można ruszać.

Negombo, miasto, w którym zlokalizowane jest lotnisko, przywitało mnie ulewnym deszczem i podczas jazdy z niego do wybranego, małego pensjonatu, ulice zmieniły się prawie w rwące rzeki. Deszcz skończył się tuż przed dotarciem na miejsce.

Zostałam przywitana serdecznie w prawdzie przyjaznym Familyhouse i z miejsca poczułam się jak w domu. Uroczy gospodarze, mały acz wystarczający pokój z maleńkim tarasem, atmosfera typowo familijna.

Sama lokalizacja sympatyczna, można powiedzieć w dzielnicy willowej, oddalona 15 minut spacerem od centrum i plaży. Drugiego dnia zrobiłam obchód okolicy. O ile pomniejsze uliczki bardzo sympatyczne, z ładnymi często domkami, to samo centrum i plaża zachwytu we mnie nie wzbudziły. Oczywiście, te fragmenty, które udało mi się na piechotę zobaczyć.

Plaża w Negombo, niestety, po plażach Tajlandii okazała się być mało atrakcyjna, ocean dziwnie brunatny, jakieś gdzieś mało sympatyczne skały, zero zieleni i można powiedzieć umiejscowiona na skraju ulicy z brzydkimi budynkami. No sorry, ale nie 🙂 Dodatkową atrakcją są namolni sprzedawcy paciorków, wycieczek, jakichś przekąsek, przy których asertywność musi się wznieść na wyżyny. Nie można się było od nich opędzić, nie bardzo rozumieli słowa: dziękuję, a ceny wymyślali takie, że głowa boli. Szybciej stamtąd wychodziłam niż wchodziłam 😃. Wyszło na to, że dwie noce w Negombo są wystarczające na wypoczynek po podróży. I tylko radość sprawiły małe zwierzątka 😃